wtorek, 26 maja, 2026

Historia pierwszego statku towarowego w Gdańsku po wybuchu II wojny światowej

Budowa statku „Olza” rozpoczęła się późnym latem 1938 roku. Jednostka ta miała być pierwszym morskim statkiem towarowym, który powstał w Stoczni Gdańskiej. Jednak „życie” tego transportowego giganta dobiegło końca, zanim jeszcze wyruszył w swój dziewiczy rejs. Wybuch II wojny światowej przerwał prace na ich finałowym etapie. Zamiast wodowania, we wrześniu 1939 roku „Olza” została wysadzona w powietrze przez polskich saperów. Chodziło o to, by zapobiec przejęciu stoczniowej pochylni przez Niemców – podaje portal gdanskyes.eu. Jakie były losy tego statku i czy jego historia rzeczywiście zakończyła się we wrześniu 1939 roku?

Budowa i wysadzenie „Olzy”

Polacy doskonale znają historię SS „Sołdek” – pierwszego statku towarowego zbudowanego w Polsce po II wojnie światowej. Jednak nie wszyscy wiedzą, jaka jednostka miała szansę stać się pierwszym przedwojennym frachtowcem. To właśnie od „Olzy” rozpoczęła się nowa karta w historii budownictwa okrętowego w gdańskiej stoczni. Stępkę pod ten statek położono 28 sierpnia 1938 roku, a za jego projekt odpowiadał inżynier Henryk Giełdzik.

„Olza” miała zabierać na pokład do 1250 ton ładunku, a długość jej kadłuba według projektu wynosiła 70 metrów. Napęd jednostki miała stanowić specjalna maszyna parowa. Silnik ten produkowano oddzielnie, w hucie w Świętochłowicach. Oficjalne wodowanie pierwszego frachtowca zaplanowano na wrzesień 1939 roku, ale ten plan nigdy nie doczekał się realizacji. „Olza” była już niemal gotowa do pierwszego rejsu – brakowało jedynie montażu wspomnianego silnika. Niestety, 1 września wybuchła II wojna światowa.

Na kilka dni przed wkroczeniem hitlerowców na teren Stoczni Gdańskiej, Polacy uznali, że statek można wykorzystać do zablokowania stoczniowej pochylni przed okupantem. Postanowiono więc zniszczyć nowo zbudowaną jednostkę. 8 września saperzy podłożyli ładunki wybuchowe pod kadłub i pochylnię, po czym nastąpiła potężna eksplozja.

Działanie to nie powstrzymało jednak Niemców przed przejęciem pełnej kontroli nad stocznią. Co więcej, hitlerowcom udało się wydobyć i naprawić „Olzę”, by wykorzystać ją do własnych celów. Prace nad odbudową statku trwały aż do 1941 roku. Wtedy też zrekonstruowany kadłub ostatecznie zwodowano, a nowi właściciele zmienili nazwę jednostki na „Westpreußen”.

Dalsze losy statku

Fotografia pochodzi z serwisu: https://glos.live/

Wokół powojennych losów „Olzy” narosło wiele domysłów i teorii. Zamieszanie wynikało głównie z faktu, że w niemieckiej flocie służyło w tamtym czasie kilka jednostek o takiej samej nazwie („Westpreußen”). Historycy są na ogół zgodni co do tego, że pod koniec wojny statek trafił do portu w Królewcu (Königsbergu), gdzie został przejęty przez zbliżające się wojska radzieckie. Późniejsze losy frachtowca przez długi czas pozostawały zagadką. Według niektórych przypuszczeń statek już nigdy więcej nie wypłynął w morze. Inni z kolei twierdzili, że jednostka – wyposażona w oryginalną maszynę parową – była normalnie eksploatowana.

W latach 80. w gdańskiej telewizji ogromną popularnością cieszył się program o tematyce morskiej i żeglarskiej pt. „Latający Holender”. Jego twórcą i prowadzącym był Bohdan Sienkiewicz. W ramach tego formatu zorganizowano dziennikarskie śledztwo, które miało ustalić, co ostatecznie stało się z „Olzą”. Niestety, nawet te działania nie przyniosły odpowiedzi, na które czekali historycy, pasjonaci regionu i mieszkańcy Trójmiasta.

Próby odkrycia prawdy o pierwszym przedwojennym polskim frachtowcu jednak nie ustały. Przełom nastąpił w 2015 roku, kiedy to dwaj polscy badacze, Jarosław Malinowski i Jarek Twardowski, opublikowali na łamach branżowego czasopisma artykuł z wynikami swojego długoletniego dochodzenia.

Zgodnie z ich ustaleniami, Rosjanie przeholowali kadłub „Olzy” do Kłajpedy, a nowi właściciele nie mieli najmniejszego pojęcia, że jednostka została zbudowana w Polsce. W połowie lat 50. ubiegłego wieku kadłub ten posłużył do budowy statku pomocniczego dla bałtyckiej floty rybackiej – nowa jednostka otrzymała nazwę „Inguł”. Zamiast tradycyjnej maszyny parowej zainstalowano w nim nowoczesny silnik spalinowy, nieznacznie modyfikując przy tym kształt samego kadłuba.

Dawna „Olza” pływała po morzach i służyła marynarzom aż do lat 70. XX wieku, po czym ostatecznie trafiła na złom, kończąc tym samym swoją niezwykłą, pełną zawirowań historię.

...