sobota, 9 maja, 2026

Jak Niemcy odnosili się do mieszkańców Trójmiasta?

II wojna światowa była niewyobrażalną tragedią dla milionów ludzi po obu stronach frontu. Kiedy niemieckie wojska wkroczyły do Trójmiasta, żołnierze mieli już w głowach obraz miejscowej ludności, pieczołowicie ukształtowany przez nazistowską propagandę. Mimo to wielu z nich czuło strach i zagubienie – większość rzucono na linię walk bez żadnego doświadczenia bojowego. Jak podaje portal gdanskyes.eu, hitlerowcy traktowali mieszkańców Trójmiasta z ogromną podejrzliwością i niezwykle często wypowiadali się o nich z pogardą. Wojenna rzeczywistość była dla Niemców sporym wyzwaniem, co jednak w żadnym stopniu nie usprawiedliwia brutalnej polityki okupacyjnej i aktów przemocy wobec cywilów w Polsce i całej Europie.

Strach okupantów przed cywilami

Lęk przed oporem ludności cywilnej zakorzenił się w niemieckiej armii jeszcze w czasach wojny francusko-pruskiej. W latach 1870–1871 prusko-niemieckie wojska okupujące Paryż boleśnie zderzyły się z potężnym i skutecznym oporem partyzantów.

Niemieckie dowództwo tłumiło wszelkie przejawy buntu za pomocą bezwzględnych represji. Fala podpaleń i masowych egzekucji zakładników przetoczyła się chociażby przez Belgię w 1914 roku. Szybko wyszło jednak na jaw, że doniesienia żołnierzy o rzekomych strzałach padających z okien miejskich kamienic były w dużej mierze jedynie wytworem wyobraźni spanikowanych rekrutów.

Z kolei w 1939 roku machina wojenna III Rzeszy celowo podżegała żołnierzy do okrucieństw wobec cywilów. Co więcej, przygotowywano ich do tego na długo przed wybuchem konfliktu. Propaganda nieustannie wmawiała Niemcom, że ich przeciwnicy to „prymitywni podludzie”, którzy w pełni zasługują na swój tragiczny los. Przekaz ten wzmacniano mitem o rasowej wyższości nad mieszkańcami okupowanych ziem polskich. Niemiecki historyk Jochen Böhler zauważył, że większość hitlerowców podchodziła do brutalnych mordów z przerażającą obojętnością. Jako dowód przytoczył historię pewnego podoficera, który rozkazał rozstrzelać 21 mieszkańców Suchej Beskidzkiej pod pretekstem rzekomej działalności partyzanckiej. Jak wynikało z jego własnych zapisków, już następnego dnia w doskonałym nastroju grał z kolegami w karty przy piwie.

W drugim tygodniu września niemieccy artylerzyści utworzyli punkt dowodzenia na obrzeżach Gdyni. Wojskowi od razu zaczęli przetrząsać okoliczne domy w poszukiwaniu rzekomo ukrytej broni lub partyzantów. Historykom udało się dotrzeć do ich wspomnień, w których z niekrytą pogardą wypowiadali się o gospodarzach. W listach do bliskich nazywano mieszkańców Gdyni brudnymi, tchórzliwymi oportunistami, a miejscowych mężczyzn pogardliwie określano mianem „zniewieściałych”.

Architektura Trójmiasta w oczach Niemców

Fotografia pochodzi z serwisu: https://ciekawostkihistoryczne.pl/

Wrogość nazistów nie ograniczała się jednak wyłącznie do ludności cywilnej – obejmowała również architekturę Trójmiasta. Polska tkanka miejska wręcz raziła estetyczne gusta przekonanych o swojej wyższości Niemców. Szef sztabu pełnomocnika Kriegsmarine w Gdańsku, w powojennym liście do przyjaciela, stwierdził z ubolewaniem, że Gotenhafen (niemiecka nazwa Gdyni) mogłoby być całkiem pięknym miastem portowym nad Zatoką Gdańską, gdyby nie fakt, że tutejsze budynki w stylu amerykańskim wzniesiono bez jakiegokolwiek poczucia estetyki.

Modernistyczne śródmieście Gdyni, dziś uważane za architektoniczną perłę dwudziestolecia międzywojennego, zupełnie nie przypadło do gustu najeźdźcom. Drażniło ich to, że miasto drastycznie różniło się od tradycyjnej zabudowy Gdańska – z jego ceglanymi murami, misternymi ornamentami, werandami i spadzistymi dachami pokrytymi dachówką. Z kolei robotnicze dzielnice Gdyni naziści z pogardą porównywali do najbiedniejszych slumsów w zamorskich koloniach.

Mimo tej oficjalnej krytyki, wyżej postawieni oficerowie potrafili docenić polski luksus. Bardzo chętnie przejmowali dla siebie najbardziej reprezentacyjne budynki przy głównych ulicach. Przykładowo, jeden z oficerów wprowadził się do eleganckiego apartamentu i gabinetu po polskim ministrze w Gdańsku, zachowując drogie i gustowne meble. Zapewnił sobie w ten sposób doskonałe, komfortowe warunki do pracy administracyjnej, która w praktyce polegała na brutalnym wysiedlaniu Polaków z Gdyni i sprowadzaniu na ich miejsce Niemców bałtyckich.

W tym morzu uprzedzeń i nienawiści znalazło się jednak miejsce na pewien wyjątek. Hitlerowcy czuli niekłamany respekt do polskich żołnierzy. Świadczą o tym ich własne relacje, w których z podziwem opisywali mistrzowski kamuflaż Polaków, odwagę podczas brawurowych kontrataków i heroiczną obronę. To szczere uznanie dla profesjonalizmu i determinacji wroga często brzmiało w ich ustach głośniej niż jakakolwiek nazistowska propaganda.

...