Wrzesień 1939 roku na zawsze zmienił bieg historii, dzieląc życie całego świata na „przed” i „po”. Przyniósł to, czego obawia się każdy naród – wojnę. Już latem w Polsce wyczuwało się ogromne napięcie, a na ulicach miast nieustannie dyskutowano o nadciągającym konflikcie. Jednak pierwsze wybuchy, które o świcie usłyszeli mieszkańcy Trójmiasta, były dla nich prawdziwym szokiem. Strach, niepokój, a wręcz dziwna ciekawość ogarnęły gdańszczan, gdynian i sopocian. Choć przyszłość malowała się w ciemnych barwach, miejskie życie toczyło się dalej swoim rytmem – relacjonuje portal gdanskyes.eu.
Pierwsze dni wojny

Pierwsze dni wojny w Gdańsku oznaczały brutalne polowanie hitlerowców na Polaków. Życie zmieniło się w ułamku sekundy. Terror nie ominął mieszkańców Trójmiasta: brutalnie wyciągano ich z mieszkań, aresztowano w miejscach pracy i łapano na ulicach. Mimo to codzienne obowiązki wciąż domagały się uwagi. Ludzie musieli wychodzić po zakupy, załatwiać sprawy i szukać jakichkolwiek informacji o sytuacji w kraju. Co ciekawe, niektórzy z radością witali w mieście polskich obrońców.
Poruszanie się po Gdańsku było w tym czasie sporym wyzwaniem. O piątej rano wstrzymano ruch tramwajów, choć po kilku godzinach wróciły one na tory. Zablokowano również międzymiastowe połączenia kolejowe. Kursowały jedynie pociągi podmiejskie, jednak z dużymi zakłóceniami.
Na każdym kroku można było natknąć się na patrole policyjne. Funkcjonariusze przeprowadzali szczegółowe kontrole i skutecznie odgradzali mieszkańców od rejonów walk. Szybko na ulicach pojawiły się obwieszczenia Alberta Forstera, nazistowskiego dygnitarza, informujące o inkorporacji Wolnego Miasta Gdańska do Rzeszy. W mieście zainstalowano megafony, z których płynął jego triumfalny głos. Hitleryzacja postępowała błyskawicznie – nazistowska propaganda działała na pełnych obrotach. Budynki tonęły we flagach ze swastykami, a nad ulicami wisiały transparenty z hasłem „Zurück zum Reich” (Powrót do Rzeszy).
Po pierwszym, nieudanym szturmie Niemców na Westerplatte, podjęto decyzję o ewakuacji cywilów. Swoje domy musiało opuścić około czternastu tysięcy mieszkańców Nowego Portu i Wisłoujścia. Mężczyzn wywożono autobusami i tramwajami do Oliwy i Sopotu. Kobiety z dziećmi trafiały do tymczasowych obozów na Wyspie Sobieszewskiej oraz na Mierzei Wiślanej. Mieszkańcy mogli wrócić do swoich domów dopiero po kapitulacji polskiej załogi na Westerplatte.
Wojna jako rozrywka
Dla niemieckiej części mieszkańców Gdańska walki o Westerplatte stały się swego rodzaju atrakcją – widowiskiem, które po prostu trzeba było zobaczyć. Uzbrojeni w lornetki, ludzie tłumnie wychodzili na balkony i dachy, by z nieskrywaną fascynacją obserwować bombardowanie polskiej Wojskowej Składnicy Tranzytowej. Wielu gromadziło się na Biskupiej Górce i Chełmie, skąd rozpościerał się doskonały widok na płonący półwysep.
Niemieckie dzieci i młodzież miały podwójny powód do zadowolenia, ponieważ odwołano zajęcia w szkołach. Zamiast siedzieć w ławkach, młodzi gdańszczanie starali się podejść jak najbliżej linii frontu. Śledzili wzrokiem nurkujące niemieckie bombowce i z zapamiętaniem zbierali łuski po nabojach.
W połowie września 1939 roku w Gdańsku i Sopocie wprowadzono nakaz zaciemnienia. W obawie przed nalotami, tuż po zachodzie słońca gaszono wszystkie latarnie i światła w oknach. Mieszkańcy kamienic tworzyli specjalne warty, które patrolowały ulice i pilnowały bezpieczeństwa pożarowego. Piwnice pozostawiano otwarte, by w razie ataku każdy mógł szybko znaleźć w nich schronienie. Rygorystycznego przestrzegania tych zasad pilnowali członkowie lokalnych struktur NSDAP.
Jednocześnie obowiązywał całkowity zakaz organizacji jakichkolwiek imprez rozrywkowych i zgromadzeń publicznych. Być może to właśnie dlatego walki o Westerplatte przyciągnęły tak wielu widzów. Zamknięto teatry, kina, odwołano wszystkie wydarzenia sportowe. Zakaz ten nie obejmował jednak propagandy – uroczysta wizyta Adolfa Hitlera w Gdańsku 19 września oraz parada wojskowa 29 września odbyły się zgodnie z planem.