poniedziałek, 16 lutego, 2026

Obóz Koncentracyjny Stutthof

Obóz Koncentracyjny Stutthof to jedno z tych miejsc, gdzie podczas II wojny światowej niemieckie władze realizowały swoją politykę terroru. Istniał od 2 września 1939 roku do 9 maja 1945 roku. Przez ponad sześć lat uwięziono w nim 110 000 osób, z czego 65 000 zostało skazanych na śmierć, jak podaje gdanskyes.eu. Teren położony niedaleko Gdańska przez długi czas skrywał tajemnice wszystkich popełnionych tu okrucieństw i antyludzkich praw. Dziś działa tu muzeum, którego głównym zadaniem jest przekazywanie prawdy o tamtych czasach. I choćby była ona nie wiadomo jak bolesna, musimy ją poznać.

Powstanie obozu

Obóz Koncentracyjny Stutthof powstał niemal natychmiast po wybuchu II wojny światowej. Gdy tylko Niemcy rozpoczęły otwartą walkę z „wrogimi” grupami ludności, dowództwo potrzebowało odpowiedniego miejsca do realizacji swoich celów. Gdańsk zawsze był kością niezgody między władzami niemieckimi a polską społecznością. Choć w Wolnym Mieście Gdańsku Polacy stanowili mniejszość, walczyli o swoją tożsamość i prawa. Rozpoczęcie działań wojennych umożliwiło szybkie rozprawienie się z aktywistami, przedstawicielami różnych organizacji i partii, nauczycielami, duchowieństwem i wszystkimi, którzy rozwijali polską społeczność. Właśnie dlatego 36 kilometrów od Gdańska, na skraju wsi Sztutowo, utworzono obóz. Lokalizacja spełniała wszystkie wymogi: bliskość, połączenie kolejowe, przeprawa promowa, przystań jachtowa oraz utwardzona droga. Jednocześnie Stutthof otoczony był gęstym lasem i bagnami, co izolowało teren od świata zewnętrznego. 

2 września nie tylko rozpoczęło się uwięzienie wielu Polaków, ale także ich praca w Stutthofie. Ponieważ obóz nie był jeszcze gotowy, więźniowie zostali zmuszeni do pracy przy jego budowie. Zajęli się oni zagospodarowaniem części ogromnego terenu, który nazwano Starym Obozem (Stary Oboz). Obejmuje on baraki, kwaterę główną dla kierownictwa, dom komendanta, areszt (Hauptwache), garaże i inne obiekty. Obóz otoczony był ogrodzeniem z drutu kolczastego pod wysokim napięciem oraz wieżami strażniczymi. W 1942 roku budowa Starego Obozu została zakończona i rozpoczęto tworzenie kolejnej części – Nowego Obozu (Nowy Oboz). Rozbudowa była konieczna ze względu na potrzebę większej liczby miejsc, ponieważ Niemcy zatrzymywali coraz więcej ludzi. Już po roku zakończono budowę również tej części. W ten sposób przez cały okres istnienia Stutthof rozrósł się do 120 hektarów. 

Celem niemieckiego dowództwa było zbudowanie systemu, który mógłby działać autonomicznie. Obóz poszerzał swoje granice i transformował się w odpowiedzi na nowe potrzeby. Początkowo uważany za miejsce dla jeńców wojennych, już po dwóch latach przekształcił się w obóz koncentracyjny. Na jego terenie powstawały wciąż nowe baraki, mieszczące za każdym razem więcej więźniów. Życie w Stutthofie było podporządkowane ścisłym zasadom, kontrolowanym przez odpowiednie struktury. Dowództwo, służba bezpieczeństwa, wydział łączności, kadrowy, urząd polityczny – te i wiele innych działów decydowało o dalszych losach więźniów. W 1942 roku w obozie pojawiło się krematorium, a już w 1943 roku obok niego zbudowano komorę gazową, by rok później przejść do realizacji planu Endlösung (Ostateczne Rozwiązanie), który zakładał zagładę Żydów. Z czasem Stutthof rozwinął swoją sieć, która wykroczyła poza teren wsi Sztutowo. Obóz koncentracyjny obudował się filiami (podobozami), których łącznie było 105. Wszystkie one stanowiły część polityki niemieckich władz.

Życie więźniów

Pierwsi więźniowie przybyli do Stutthofu już 2 września 1939 roku. Była to polska ludność Gdańska. O ile pierwszego dnia dotarło 150 osób, po dwóch latach było ich 4000, o tyle w ostatnich latach wojny teren gwałtownie zapełnił się nowo przybyłymi, ponieważ „wrogów Rzeszy” przybywało. Łącznie przez Stutthof przeszło 110 000 osób, z czego ponad połowa nie przeżyła II wojny światowej. Od pierwszego dnia istnienia obozu uwięzieni byli angażowani do różnych prac. A ponieważ teren nie był jeszcze urządzony, można powiedzieć, że ludzie byli zmuszeni własnoręcznie budować miejsce swojej kaźni. Najpierw zbudowano 10 baraków, ale po kilku latach dodano kolejne 30, aby pomieścić wszystkich. Choć życie w obozie podlegało ściśle określonym zasadom, nie można zapominać, że zasady te były dyktowane przez esesmanów. Szybko stało się jasne, że punkt szpitalny czy oddział polityczny wykonywały specyficzną pracę, która „nie służyła dobru więźniów”.

Więźniowie KL Stutthof pochodzili z Polski, byli to Żydzi, Węgrzy, Norwegowie oraz „niebezpieczni przestępcy” z ponad 20 innych krajów. Życie więźniów, poza próbą przetrwania, składało się z ciężkich dni roboczych. W pierwszych dniach wyrównywali ziemię, karczowali las i oczyszczali teren. Następnie byli zaangażowani w budowę różnych części obozu. Później ich zadania zmieniały się zgodnie z potrzebami dowództwa i samego Stutthofu. Domy dla kierownictwa, wybieg dla psów, farma królików, system kanalizacyjny – wszystko to tworzyli więźniowie. Ponieważ Niemcy prowadziły wojnę, potrzebowały wielu zasobów i siły roboczej. Właśnie dlatego więźniowie byli wysyłani do pracy w pobliskich niemieckich przedsiębiorstwach. I tak na przykład, obok obozu działała fabryka DAW (Deutsche Ausrüstungswerke), która produkowała sprzęt, cegielnie, przedsiębiorstwa przemysłowe i rolnicze, a także utworzono produkcję samolotów Focke-Wulff. 

Mimo trudnych warunków pracy, życie bez niej wydawało się jeszcze cięższe. Ci, których wybrano do pracy w szwalni, kuchni, czy warsztatach, w zamian mogli otrzymać dodatkową porcję jedzenia lub ubranie. A to było „na wagę złota”, ponieważ ludzie musieli walczyć o przetrwanie. Więźniowie przybywali do obozu we własnych ubraniach, w których chodzili bez możliwości przebrania. W upale czy mrozie, w deszczową pogodę czy po ciężkiej zmianie, ludzie pozostawali w tych samych rzeczach. Nie lepsza była zmiana na obozowy uniform, ponieważ materiały były niskiej jakości, a rozmiar uniwersalny (często niepasujący). Właśnie dlatego więźniowie cierpieli z powodu wielu chorób skóry, zimna i fatalnych warunków sanitarnych. Każda choroba w obozie koncentracyjnym okazywała się śmiertelna. Z powodu niesprzyjającego klimatu, niedożywienia, znęcania się ze strony personelu i nieludzkiej pracy, nawet najmniejsze przeziębienie było bardzo niebezpieczne. Niezwykłe jest i to, że przebieg chorób był szybki i prawie zawsze kończył się zgonem. 

Stosunek dowództwa i personelu do więźniów był „nieludzki”. To oni decydowali, kto ma żyć, a kto nie. Najmniejsze szanse mieli ci, którzy byli wyczerpani i słabi. Nie byli w stanie sprostać absurdalnym zadaniom esesmanów, za co byli zabijani. Uwięzieni przechodzili codzienne apele i inspekcje (rewizje). Podczas tych ostatnich niektórzy mogli zostać wybrani do pracy, a inni skazani na śmierć. Procedurę tę wykonywał lekarz obozowy, który wstrzykiwał fenol lub benzynę do serca. Jednak esesmani nie gardzili najstraszniejszymi metodami – ludzie byli często rozstrzeliwani, popychani na ogrodzenia pod wysokim napięciem, fizycznie likwidowani lub wysyłani do komór gazowych, gdzie truto ich Cyklonem B. Jednak na tym cierpienia więźniów w obozie koncentracyjnym Stutthof się nie zakończyły.

Marsz Śmierci

Choć bramę obozu nazywano „Bramą Śmierci”, to wydarzenia ze stycznia 1945 roku przeszły do historii jako „Marsz Śmierci”. Pierwsze określenie oznaczało, że każdy, kto przejdzie przez bramę Stutthofu, jest skazany na śmierć. Drugie powstało przez analogię, gdyż ludzie również wyruszali w śmiertelny pochód. Choć Marsze Śmierci były powszechnym zjawiskiem podczas II wojny światowej, w obozie koncentracyjnym Stutthof wszystko zaczęło się 25 stycznia o 4 rano. Właśnie wtedy na placu apelowym zebrano więźniów, którzy mieli opuścić teren. Tak rozpoczęła się pierwsza ewakuacja ludzi z obozu. Była ona spowodowana szybkim natarciem wojsk radzieckich. Niemieckie dowództwo rozważało różne warianty odwrotu już w 1944 roku. Wszystkie one zakładały zniszczenie śladów licznych zbrodni. Kiedy sytuacja na froncie pogorszyła się dla Niemiec, podjęto ostateczną decyzję co do losów Stutthofu.

Więźniowie obozu koncentracyjnego byli ewakuowani z dwóch powodów: aby ukryć popełnione okrucieństwa i pozyskać jak najwięcej siły roboczej. Właśnie dlatego w styczniu ze Stutthofu wyszło 11 000 osób, w tym zarówno mężczyźni, jak i kobiety. Esesmani nie przejmowali się zbytnio losem więźniów, a więc znęcali się nad nimi na wszelkie możliwe sposoby. Ludzie pokonywali codziennie ponad 20 kilometrów i musieli iść przy temperaturze -20°C. Ponadto wielu więźniów było chorych, wyczerpanych i głodnych, za co byli karani. Jeśli ktoś nie nadążał za kolumną, był rozstrzeliwany. W ten sposób karano każde przewinienie więźniów, a sędziami byli oczywiście niemieccy żołnierze. Podczas tego pochodu zginęło ponad 2000 osób, a kolejnym 2000 udało się uciec. Prawdopodobnie największym okrucieństwem podczas Marszu Śmierci było rozstrzelanie więźniów na plaży w Palmnicken (obecnie Jantarny). Wówczas esesmani zebrali około 3000 Żydów i kazali im rzucić się do lodowatej wody. Wszyscy zostali rozstrzelani, a stało się to w nocy z 31 stycznia na 1 lutego 1945 roku.

Po tej ewakuacji w Stutthofie pozostało jeszcze 12 000 więźniów. Większość z nich zginęła na skutek epidemii tyfusu, a do kwietnia 1945 roku przeżyło ponad 4000 osób. 25 kwietnia rozpoczęto przygotowania do drugiej ewakuacji, która odbyła się drogą morską. Więźniowie zostali wywiezieni do obozu Neuengamme i innych niemieckich obozów wzdłuż Morza Bałtyckiego. 9 maja tego samego roku wojska radzieckie wyzwoliły 100 osób, które jeszcze pozostały w obozie koncentracyjnym.

Muzeum Stutthof w Sztutowie

12 marca 1962 roku na terenie byłego obozu koncentracyjnego Stutthof otwarto muzeum. Po zakończeniu II wojny światowej minęło 17 lat, aby stworzyć w tym miejscu coś godnego pamięci. Stało się to dzięki byłym więźniom, naukowcom, działaczom kulturalnym i wszystkim zaangażowanym mieszkańcom Gdańska. Niemcy podczas wojny wykonali swoją robotę na tyle dobrze, że u ludzi pozostało mylne wrażenie na temat Stutthofu. Wielu nawet nie domyślało się, że większość więźniów stanowili Polacy i Żydzi. Sprawiedliwość postanowił przywrócić zespół kierowany przez pierwszego dyrektora muzeum – Tadeusza Matusiaka. Od tego czasu na terenie placówki krok po kroku odbudowywano historię, którą pracownicy pragnęli przekazać następnym pokoleniom. I udało im się to, ponieważ obecnie Muzeum Stutthof co roku przyjmuje ponad 100 000 odwiedzających. Jak mówi obecny kierownik placówki: „aby zrozumieć, co wydarzyło się w obozie koncentracyjnym, trzeba go odwiedzić”.

Muzeum Stutthof w Sztutowie przez ponad 60 lat swojego istnienia wykonało doskonałą pracę. Zespół oferuje wirtualny spacer, indywidualne i grupowe wycieczki, lekcje muzealne oraz wydarzenia edukacyjne dla wszystkich chętnych. Na terenie zachowały się pozostałości niektórych budynków obozowych, a resztę udało się zrekonstruować. Brama Główna, wieże wartownicze, areszt, biuro komendantów, stołówka, komora gazowa i krematorium – każdy zakątek tutaj oddaje życie więźniów w obozie koncentracyjnym. Placówce udało się zebrać rzeczy osobiste uwięzionych, przedmioty codziennego użytku wykorzystywane w Stutthofie, narzędzia terroru i ponad 1500 innych artefaktów. Od pierwszych dni powstania pracownicy muzeum zbierali relacje byłych więźniów, które skompletowali w 27 tomach. Zespół rozwija działalność naukową i zaprasza placówki edukacyjne do współpracy. Można również odwiedzić stronę internetową i media społecznościowe placówki, gdzie udostępnia ona wszystkie niezbędne informacje.

.......