Historia rodziny Belwonów to opowieść o wzorowej odwadze i niezłomności. Ta wielodzietna rodzina stała się przykładem dla wielu Polaków w Gdańsku, dzieląc z nimi trudy lat wojny i okresu międzywojennego. Wśród samowoli i niepewności, małżeństwo nie przestało walczyć o swoją tożsamość, inspirując tym innych, o czym pisze gdanskyes.eu. To historia o tragicznym, ale i heroicznym charakterze, bo takie było ich życie. Jednak niesie ona ze sobą także wiele nadziei i wiary, o czym z dumą opowiadają mieszkańcy Trójmiasta.
Historia Rodziny
Balbina i Michał Belwonowie nie byli rdzennymi gdańszczanami. Nie przeszkodziło im to jednak aktywnie włączyć się w życie nadmorskiego miasta i zostawić w nim swój wyraźny ślad. Mówi się, że świat napędzają ludzie aktywni – i to idealnie pasuje do rodziny Belwonów. Gdziekolwiek mieszkali, robili wszystko, co mogli dla polskiej społeczności. Kiedy los związał ich z Trójmiastem, odnaleźli się i tutaj. Duża rodzina Belwonów, jaką znamy, rozpoczęła się od związku Balbiny i Michała. On urodził się w 1869 roku w Kozłowie, a ona, młodsza o 9 lat, w 1878 roku w Lubawie. Właśnie w rodzinnym mieście Balbiny założyli rodzinę. Michał w wieku 18 lat podjął decyzję o swojej drodze zawodowej i rozpoczął karierę w poczcie. Najpierw pracował w Łasinie, ale później przeniósł się do Lubawy. Zakochani pobrali się w 1896 roku, a w tym mieście urodziła się trójka ich dzieci: Wiktor, Maria i Helena.
Pomimo napiętego grafiku pracy i obowiązków rodzinnych, małżeństwo prowadziło bogate życie społeczne. To właśnie aktywna postawa Balbiny i Michała stała się przyczyną wielu problemów rodziny. Pierwszym z nich było przymusowe przesiedlenie do Gdańska, które miało na celu stłumienie zapału rodziny. Powodem tej decyzji był ich udział w polskich organizacjach i jednoznaczna postawa patriotyczna. Przeprowadzka miała miejsce w 1903 roku, a nadmorskie miasto miało rzekomo zasymilować aktywistów w niemieckiej większości. Jednak, znając charakter Balbiny i Michała, nadzieje te okazały się płonne. Rodzina się powiększyła, dostosowała do nowego życia i wznowiła działalność. Dla Belwonów walka o polską tożsamość stała się bezdyskusyjnym obowiązkiem. W Gdańsku na świat przyszło kolejne pięcioro ich dzieci: Łucja, Edmund, Stefan, Antoni i Roman.
Życie małżeństwa w Gdańsku nie było proste. Okresy wojenne przeplatały się z walką o przetrwanie w międzywojniu. Trudności potęgował fakt, że Polacy w Wolnym Mieście stanowili mniejszość. To tylko dowodziło, że praca Balbiny i Michała była bardziej niż kiedykolwiek potrzebna. Walczyli o własne prawa, o przyszłość swoich dzieci i o wszystkich Polaków. Działalność ta przynosiła owoce, bo dziś mamy co wspominać z życia Belwonów w Gdańsku.
Życie Społeczne Belwonów
Gdańsk stał się miastem, w którym swoje najlepsze cechy ujawnił nie tylko Michał, ale i Balbina. Mimo wszelkich prób stłumienia patriotycznego nastroju małżeństwa, ani na chwilę nie zmienili oni swoich przekonań. Michał kontynuował swoją karierę w nadmorskim mieście i był inicjatorem wielu innowacji w swojej dziedzinie. Pracował jako urzędnik pocztowy, a następnie, w 1918 roku, stworzył organizację, która zjednoczyła jego kolegów z Gdańska i okolicznych terenów. Towarzystwo otrzymało nazwę Związek Urzędników Pocztowych Polaków. Nie była to łatwa praca, ponieważ Polacy mieli ograniczone uprawnienia i nie mogli liczyć na pełnoprawną sieć pocztową w Trójmieście. Michał się jednak nie zrażał, stawiając sobie nowe zadania. Zajął się rozwijaniem tego systemu w mieście. I już w 1920 roku, gdy otwarto pierwszy oddział Poczty Polskiej, od razu podjął tam pracę. Rok później powstała Dyrekcja Poczt i Telegrafów RP w Gdańsku, a Michał przeszedł tam na stanowisko sekretarza. Jego kariera dynamicznie się rozwijała.
Michał pełnił funkcję kierownika biura, działu dostawy paczek i służby dyspozytorskiej. Ulubionej pracy poświęcił ponad 40 lat życia i przeszedł na emeryturę w 1931 roku. Jego pożegnanie z kolegami zasługuje na osobną uwagę, gdyż padło wtedy wiele ciepłych słów pod adresem Belwona. Sam Michał przyznał, że nie mógłby pracować, nie dając z siebie stu procent dla polskiej społeczności w Gdańsku.
Równolegle z obowiązkami zawodowymi, Michał prowadził działalność społeczną w mieście. Był członkiem i założycielem wielu stowarzyszeń w Gdańsku. Inspirował ludzi swoimi słowami, dzielił się własnymi przekonaniami, uczestniczył w wiecach politycznych i z radością jeździł do różnych miasteczek, by wyrazić poparcie dla idei patriotycznych. Towarzystwo Ludowe „Jedność”, Towarzystwo Ludowe „Gwiazda”, Gmina Polska Związku Polaków, Towarzystwo byłych Powstańców – te i wiele innych organizacji rozwijało się dzięki wysiłkom Michała Belwona, w których pełnił funkcję prezesa lub współzałożyciela.
Balbina Belwon w niczym nie ustępowała swojemu mężowi. Po przeprowadzce do Gdańska natychmiast określiła sfery swojego wpływu i zajęła się organizacją niezbędnej pracy. Ponieważ aktywistka musiała przenieść się do Trójmiasta z rodziną i rozpocząć nowe życie, doskonale rozumiała problemy innych kobiet, matek i dzieci. Urządzenie się w nowym miejscu, znalezienie środków do życia, wychowanie dzieci – te wszystkie kwestie musiały rozwiązywać nowo przybyłe osoby. Dlatego Balbina pomagała Polkom, które dopiero co przyjeżdżały do Gdańska. Szukała pracy i mieszkania dla kobiet, ułatwiała adaptację, organizowała przedszkola, a nawet zajmowała się domami dziecka w mieście. Założyła również Drużynę Harcerską im. Emilii Plater, pracowała w Kole Pracy Kobiet, Polskiej Misji Dworcowej, Towarzystwie Polek, a wraz z mężem uczestniczyła w działalności innych organizacji.

Wzorowe Wychowanie
Małżeństwo Belwonów miało nie tylko aktywną postawę obywatelską, ale i wychowało równie świadome dzieci. Cała ósemka dzieci czuła miłość i wsparcie rodziny. Balbina i Michał na własnym przykładzie pokazywali, jak należy kochać ojczyznę i bronić własnej tożsamości. Rodzina czytała poezję i śpiewała pieśni patriotyczne, uczyła się historii i dyskutowała o ważnych sprawach. Rodzinny dom służył jako azyl i miejsce, gdzie zawsze się na ciebie czeka. W takim środowisku uformowały się silne osobowości każdego z dzieci. Potajemnie uczęszczały one do polskich organizacji i szkół, były aktywistami i nigdy nie ustępowały ze swoich zasad. Za posługiwanie się językiem polskim starszy syn małżeństwa – Wiktor – został wyrzucony z niemieckiej szkoły. Jego los powtórzyła Łucja, która odmówiła śpiewania niemieckiego hymnu. Kiedy Belwonowie mieszkali w Gdańsku, miasto cierpiało z powodu niesprawiedliwości wobec Polaków. Oczywiście były miejsca, które do nich należały, ale nawet tam polska ludność nie mogła czuć się bezpiecznie. Ciągłe naloty, bójki i upokorzenia prześladowały zarówno dorosłych, jak i dzieci.
W takich warunkach ujawniła się moc rodziny. Każde z dzieci znalazło swoje miejsce w społeczności, gdzie pracowało i rozwijało się. Łucja była instruktorką harcerską i pomagała nowo przybyłym kobietom z znalezieniem pracy, Wiktor, Edmund i Stefan byli kolejarzami, Antoni został brokerem okrętowym, a Roman – bankierem. Nie można zapominać, że wszyscy byli aktywnymi członkami polskich organizacji i walczyli o swoje prawa oraz prawa innych obywateli. Dlatego dla niemieckich władz rodzina Belwonów stanowiła zagrożenie i znajdowała się na celowniku. Kiedy we wrześniu 1939 roku wybuchła wojna, dowództwo wiedziało, kogo należy aresztować. Dla rodziny był to czas największej spójności, mimo że zostali rozdzieleni. Każdy z nich pokazał swoją stanowczą postawę i nie uległ prowokacjom.
1 września 1939 roku w Gdańsku rozpoczęły się masowe aresztowania ludności polskiej. Tego dnia niemieccy oficerowie aresztowali Michała, Romana oraz Wiktora z jego 15-letnim synem. Los każdego z nich potoczył się inaczej. Głowie rodziny pomógł uciec z więzienia policjant i Michał spędził wojnę z córką Marią w Warszawie. Roman stał się prawdziwym głosem tego pokolenia, inspirując swoją postawą wielu Polaków. Został wysłany do obozu koncentracyjnego Stutthof, gdzie próbowano go złamać. Mężczyznę zwolniono na kilka dni i dano mu czas do namysłu, po czyjej jest stronie. Wszystko, czego żądali Niemcy, to oświadczenie, że Roman nie jest Polakiem. Jednak on twardo obstawał przy swoim i wkrótce wrócił do obozu, cudem unikając rozstrzelania. Ostatnim przystankiem dla Wiktora stał się Mauthausen, gdzie został rozstrzelany w 1940 roku.
Nie lżejszy był los kobiet. Balbina przez pewien czas utrzymywała się w Gdańsku, sprzedając wszystko, co miała. W marcu 1940 roku dano jej ten sam wybór, co Romanowi. Po odmowie, w kwietniu tego samego roku, kobieta została wysłana do obozu koncentracyjnego Ravensbrück. Tam Balbinie pomogli przetrwać dobrzy ludzie, którzy wiedzieli o jej działalności. Już w 1945 roku kobietę przewieziono do Szwecji. Łucja z synem Zbigniewem przebywała w obozie w Toruniu. Tam kobieta nie mogła przymknąć oczu na cierpienie dzieci. Zajęła się więc opieką i wspieraniem chorych na tyfus. W 1942 roku Łucja sama zmarła na tę chorobę.
Upamiętnienie Pamięci
Rodzina Belwonów stała się przykładem męstwa i jedności dla wielu Polaków. Przeprowadzając się do nowego dla siebie miasta, potrafiła wesprzeć społeczność w bardzo trudnym czasie. Co więcej, ci, którzy przeżyli obozy koncentracyjne podczas II wojny światowej, wrócili do Gdańska. Michał i Balbina uznali, że ich misja nie została zakończona i aż do śmierci pomagali bezdomnym Polakom w adaptacji do nowej rzeczywistości. Za to miasto okazało się bezgranicznie wdzięczne rodzinie. W Trójmieście żyją nowe pokolenia tej patriotycznej rodziny, a istnieją organizacje, którym bliska jest historia Belwonów. To one dbają o to, by tę historię poznało jak najwięcej ludzi.
W 2020 roku Balbina i Michał Belwonowie zostali patronami tramwaju Pesa Jazz Duo. Tradycja nadawania tramwajom imion wybitnych dla Gdańska osób powstała w 2010 roku i od tego czasu jest rozwijana. Społeczność zainspirowała się tym, co rodzina wniosła do miasta, i pragnęła uwiecznić jej osiągnięcia. Innym śladem działalności rodziny są tablice pamiątkowe, które zostały zainstalowane zarówno na cześć rodziny, jak i dla upamiętnienia działalności Romana Belwona. Ważne jest to, że na wszystkich znaczących dla rodziny wydarzeniach zawsze obecne są nowe pokolenia Belwonów. Wnuki i prawnuki są dumni ze swojej historii i mają nadzieję, że dzięki takiemu upamiętnieniu zainteresuje się nią jeszcze więcej osób. Dlatego też krewni przekazali cenną darowiznę Muzeum Poczty Polskiej w Gdańsku, która składa się z pamiątek rodzinnych. Listy, albumy, dokumenty, odznaczenia – to również część ich dziedzictwa.